Czas na kolejne opowiadanie, tym razem z moim tematem - "Podróżnik w czasie". Przyznam szczerze, że miałam na nie trochę inny pomysł, ale ostatecznie zmieniłam go trochę. Poza tym nie wiem, czy dobrze oddałam to, co siedziało mi w głowie, więc możliwe, że opowiadanie wydaje się takie niezwiązane z tematem. A może jest lepiej niż myślę? Pozostawię to już opinii innych. 😊
***
Gwiazdy lśniące na niebie
Trzaska z wściekłością drzwiami, przekręca
klucz w zamku i, uprzednio kopiąc leżącą na ziemi torbę, siada przy biurku. Gotuje
się ze złości, nawet głębokie oddechy, ponoć tak skuteczne, nie pomagają mu
ochłonąć. Nieudane próby uspokojenia swoich emocji wręcz pogarszają jego stan i
irytują jeszcze bardziej. Teraz w szczególności nie chce doświadczać więcej
druzgocących porażek, nawet jeśli chodzi o tak prostą i w rzeczywistości mało
znaczącą kwestię.
Wiktor nie może już zliczyć, ile
razy próbował. Od dziecka marzy o zostaniu aktorem i graniu przed tłumami ludzi
na teatralnej scenie. Początkowo mógł ćwiczyć jedynie w szkolnym teatrze, który
pozostawiał wiele do życzenia, nadszedł jednak czas, aby spróbować wejść na
prawdziwą scenę i naprawdę spełnić swoje marzenie. Usłyszeć, że naprawdę jest
dobry, ćwiczyć razem z całą grupą, aby w dniu premiery zebrać gromkie brawa i
uszczęśliwić wszystkich ludzi, którzy postanowili przyjść i obejrzeć występ...
To jest jego największym pragnieniem, któremu poświęcił całe życie.
Jednak ostatecznie ma wrażenie,
że to wszytko na nic. Czuje, jakby jego marzenie zostało mu właśnie odebrane,
jakby już nie miał powodu, aby iść przed siebie.
"Naprawdę myślisz, że to takie proste?"
W głowie cały czas słyszy słowa,
które wypowiedziała jego koleżanka ze studiów. Zawsze uważał ją za sympatyczną,
jednak w tym momencie zastanawia się, czy nie było o tylko złudzenie. Nawet nie
chodzi o to, że być może powiedziała mu prawdę. Rzecz w tym, w jaki sposób to
zrobiła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że po raz kolejny mu się nie
udało. Próbuje już od dwóch lat, od czasu skończenia liceum, nadal
bezskutecznie. A dziś było najgorzej. Nie dość, że rano usłyszał tak ostre i
nieprzyjemne słowa, to na dodatek całkowicie zniszczył kolejną szansę, nie
mogąc wykrztusić z siebie ani słowa.
- Chyba naprawdę się do tego nie
nadaję.
Kładzie głowę na blacie i pozwala
spływać wstrzymywanym łzom. Sam nie wie, czy nadal jest wściekły na siebie,
zawiedziony czy po prosty bardzo smutny. Przede wszystkim na razie chce o
wszystkim zapomnieć i nawet nie myśleć o druzgocącej porażce.
Może po prostu powinien
całkowicie sobie odpuścić? Zająć się czymś innym? Znaleźć wreszcie inne
marzenie, tym razem możliwe do spełnienia?
***
Setki
par oczu zwróconych jest na wysokiego blondyna, odgrywającego swoją rolę, jakby
było to jego własne życie. Nie fikcyjny bohater. Nie postać, w którą się
wciela. On, prawdziwy on. Czarujący i porywający, przyciągający wzrok każdego.
To umiejętności, których nie da się podrobić. To talent, którego nie da się naśladować.
Ostatni
akt, ostatnia scena, ostatnie słowa. Opada kurtyna, a on kończy grę. Bierze
głęboki wdech i z uśmiechem patrzy na całą ekipę. Jego twarz jaśnieje, a w
oczach pojawiają się iskierki prawdziwej radości, gdy słyszy gromkie oklaski.
-
Dziękuję. - Zawsze robi to po wszystkich występach. Spogląda na wszystkich z
tym szczerym wyrazem twarzy, ukazując swoje autentyczne szczęście i dziękuje. W
tych słowach za każdym razem kryje się tyle najróżniejszych uczuć, których nikt
nie potrafi odczytać. Mimo, że każdy tutaj jest ze sobą blisko, nadal nie
wiedzą, co dzieje się w głowie Wiktora, gdy stoi na scenie. Lśni niczym gwiazda
na nocnym niebie, tylko tyle potrafią powiedzieć bez najmniejszego wahania.
Rozpiera
go radość, prawdziwe szczęście. Czuje też dumę, lekkie zmęczenie i
oszołomienie. To najwspanialsze uczucia, które dane jest mu doświadczyć. Gdyby
tylko mógł, nigdy nie schodziłby z tego miejsca i odgrywałby rolę za rolą, uszczęśliwiając
nieznajomych ludzi, a także samego siebie.
To
jego miejsce na świecie.
***
Poranki nigdy nie były jego
ulubioną porą dnia, jednak po każdej porażce stają się jeszcze gorsze. Musi
wstać z łóżka, które wydaje się być najlepszym schronieniem, zmierzyć się z
brutalną rzeczywistością i przypomnieć sobie wszystko, co wydarzyło się
poprzedniego dnia.
- Chłopie, weź się w garść! -
mówi pewnie, dopijając kawę wielkim haustem i żwawo wychodzi z mieszkania.
Pewność siebie jednak ulatuje tak szybko i nagle, jak przyszła. Jak w ogóle
spojrzy w swoją twarz w lustrze? Odnosi porażkę za porażką, wszystko, co robi jest
bezskuteczne. Nigdy nie dosięgnie swojego ideału, nigdy nie osiągnie tego,
czego tak bardzo pragnie.
Ponadto wydarzenia poprzedniego
dnia odbiły się na jego śnie. Wydawało mu się, że w nocy widzi siebie na
scenie, tak szczęśliwego, jak nigdy przedtem. Gdyby tylko mógł stać się taki
naprawdę. Szczery, pewny siebie i nieustannie prący naprzód. To coś, czego
pragnie. Tymczasem jest tylko Wiktorem. Tym Wiktorem, który od dziecka był zbyt
strachliwy, aby zrobić coś dla siebie. Tym Wiktorem, który mimo zrobienia kroku
naprzód, nie potrafi już pójść dalej. Tym Wiktorem, który tylko nieustannie goni
marzenie i nie próbuje go naprawdę złapać.
"Odpuść."
Coraz częściej nie może odpędzić
od siebie tych myśli. Może to tylko głupie dziecięce marzenie, o którym nie
powinien w ogóle myśleć? Ale odpuścić tak po prostu, po tym, jak tyle lat
poświęcił właśnie tej jednej rzeczy, bez zwracania najmniejszej uwagi na to, co
mówią inni... Nie, nie może tego zrobić. Choćby bolało, choćby miało mu się to
nigdy nie udać.
Kolejna próba. Który to już raz?
Szczerze, naprawdę nie może tego zliczyć. Nigdy jeszcze mu się nie udało,
możliwe, że tym razem także odniesie bolesną porażkę. Jednak nawet jeśli tak
się stanie, nie podda się. Teraz już nie będzie się chował.
Tym razem nie będzie się bał.
***
- Wiktor, tutaj jesteś!
Blondyn
odwraca się na dźwięk zdyszanego głosu swojego przyjaciela.
-
Po występie zawsze tak ciężko cię znaleźć. - Nietrudno usłyszeć ciężki oddech
Roberta. Najwyraźniej wejście na dach całkowicie go wykończyło.
-
Tobie zawsze się udaje.
Robert
dołącza do przyjaciela i opiera się o barierkę. Podąża za jego wzrokiem skierowanym na czyste niebo. Idealnie widać każdą gwiazdę, tak pięknie lśniącą na
granatowym niebie.
-
O czym myślisz?
-
Chciałbym powiedzieć sobie z przeszłości, że kiedyś będzie lśnił tak samo, jak
te gwiazdy na niebie. - Wzdycha z zadumą. Zawsze przychodzi w takie miejsca, z
których może obserwować niebo. Myśli wtedy właśnie o tym. Czasem nade wszystko
chciałby móc cofnąć się do przeszłości i przemówić sobie do rozsądku. Pokazać
jeden z występów, podzielić się swoją radością i wskazać na jaśniejące nad ich
głowami gwiazdy. Rozwiać wszystkie wątpliwości przeszłego siebie, pozwolić mu
uwierzyć, że jego marzenie nie jest tylko marzeniem dziecka, a czymś, do czego
warto dążyć.
-
Każdy kiedyś będzie lśnić, Wiktorze - szepcze do siebie, całkowicie ignorując
zaskoczone spojrzenie przyjaciela.
***
Znów się nie udało. Wiktor czuje
frustrację, jednak tym razem stara się zachować spokój. Jeszcze raz! Będzie
próbował aż do skutku, nawet jeśli będzie to trudniejsze niż kiedykolwiek
sądził.
Stara się przypomnieć sobie to,
co czuł w swoim śnie. Tę radość, prawdziwe, najprawdziwsze w świecie szczęście.
Bez strachu, przepełniony dumą, gotowy, by iść dalej - taki właśnie wtedy był i
taki właśnie zamierza się stać.
Brnie przez miasto oświetlone
jedynie słabymi lampami. Z reguły nie wraca pieszo do domu, teraz jednak
potrzebuje nieco świeżego powietrza. W autobusie, wśród tylu ludzi zapewne znów
by się załamał. Już więcej nie może sobie na to pozwolić. Jeśli zrobi to
chociażby jeszcze jeden raz, na pewno porzuci swoje marzenie, a tego
najbardziej na świecie nie chce.
"Każdy kiedyś będzie lśnić, Wiktorze."
Spogląda
w górę i patrzy na gwiazdy na ciemnym niebie. Jest nieco zachmurzone, więc nie
widzi ich zbyt dokładnie, jednak kiedyś chmury się rozejdą, a ich blask stanie
się dostrzegalny.
- Tak, będę kiedyś lśnić.
Bijące serce, krew płynąca w
żyłach, gwałtowne i silne emocje. Wszystko to jest tak piękne, ale też tak
nierealne. I prawdziwe. Wreszcie nie jest to tylko bardzo rzeczywistym snem, a
faktem, najprawdziwszym wydarzeniem.
Kurtyna idzie w górę, a marzenie
zostaje spełnione.
Heroine
Cóż, byłam bardzo ciekawa twojego opowiadania, w końcu się doczekałam! :)
OdpowiedzUsuńNie ulega wątpliwości, że dosyć mocno odjechałaś od tematu i te aluzje nie są tak oczywiste, ale ma to swoją magię.
Ogólnie pomysł mi się bardzo podoba, tak samo zresztą jak i jego wykonanie. Naprawdę fajna forma.
Z takich technicznych spraw to rzuciło mi się w oczy tylko jedno powtórzenie - "dołącza do przyjaciela i opiera się o barierkę. Podąża za wzrokiem przyjaciela [...]". Poza tym wszystko jest w jak najlepszym porządku według mnie. Bardzo mi się podoba :)
Co ja poradzę na to, że lubię aluzje? :D Wiem, że przez nie dość solidnie zboczyłam z tego głównego tematu, cieszę się jednak, że mimo to ci się podobało. A powtórzenie już poprawione!
UsuńW sumie to niezbyt wiedziałam, czy odpowiadać na komentarz czy nie, ale tak sobie pomyślałam, że jednak muszę podzielić się moimi myślami co do zamiłowania do aluzji w moich opowiadaniach :) Chociaż czasem mam wrażenie, że wrzucam je tam, gdzie lepiej by było bez nich...
No ale przede wszystkim cieszę się, że ostatecznie według ciebie i tak wyszło dobrze.