środa, 24 stycznia 2018

WYZWANIE #6: Zimowe zabawy

Dzisiejszym tematem są "Koce". W końcu mamy zimę, więc idealnie pasuje do pory!
Chociaż muszę przyznać, że czegoś mi w tym opowiadaniu brakuje... Cóż, zamysł, który miałam w głowie całkiem mi się podobał, ale mam wrażenie, że wykonanie kuleje. Trudno, niech zostanie tak jak jest. Może akurat okaże się, że tylko marudzę i komuś się spodoba? 😉

***
Zimowe zabawy
  

               Zima raczej nie należała do ulubionych pór Elizy. Zimno, śnieżnie... Niby ładnie, ale naprawdę nieprzyjemnie, więc wolała ograniczać wychodzenie jak tylko mogła. Szczęśliwie, akurat na jej wolne dni przypadł też czas największych opadów śniegu i nie musiała męczyć się z chodzeniem po dworze w takie mrozy, ryzykując, że jakieś dziecko przypadkiem trafi ją śnieżną kulą.
               Podchodząc do okna rzeczywiście mogła stwierdzić, że świat wygląda naprawdę pięknie, jednak czując chłód bijący od szyby, szybko się oddaliła. Wróciła pod swój ukochany, miękki koc i sięgnęła po kubek. Herbata była jeszcze za gorąca do picia, mogła jednak rozgrzać jej dłonie. A to już coś, kiedy ma się wrażenie, że bez względu na temperaturę w domu, można po prostu zamarznąć. Tak jakby zimą nagle przestawało liczyć się ogrzewanie, bo ten mróz z zewnątrz i tak dociera do wnętrza mieszkania...
               Eliza obawiała się dzisiaj tylko jednego. Niedługo miała przyjść do niej Hanka, jej młodsza siostra, a ona z pewnością będzie chciała iść na dwór. Lepienie bałwanów, bitwa na śnieżki, tarzanie się w śniegu... Nie zaprzeczy, też to robiła kiedy była młodsza, ale teraz naprawdę wolałaby tego uniknąć. Zazwyczaj to ich brat zajmował się małą, kiedy chodziło o takie zabawy. Mimo że by się do tego nie przyznał, nadal uwielbia zimowe zabawy. Tego dnia był jednak zajęty, więc cały obowiązek spadł na nią.
               Mogłaby mieć chociaż małą nadzieję, że Hanka zadowoli się grą planszową? Szczerze w to wątpiła... Śnieg jest jej miłością i nigdy nie przepuści okazji, żeby w pełni wykorzystać taką pogodę. Cóż, najwyraźniej trzeba będzie się z tym pogodzić i liczyć, że potem uda jej się w miarę szybko rozgrzać.

               Tak jak przypuszczała... Hanka nawet nie ściągała kurtki, tylko od razu wyciągnęła Elizę na dwór. Poszła za siostrą z widoczną udręką, ale mimo wszystko nie potrafiła jej odmówić. Kto potrafiłby powiedzieć "nie" takiemu rozkosznemu dziecku, wiedząc ile radości sprawi mu ta zabawa? Eliza z pewnością się do nich nie zaliczała.
               W ten sposób właśnie skończyła siedząc na zimnej ławce i obserwując, jak mała biega wkoło, skacze w zaspy, rzuca się śnieżkami z innymi dziećmi... Cieszyłaby się jeszcze bardziej z możliwości obserwowania siostry, gdyby właśnie nie zamarzała i nie słyszała swoich szczękających zębów. Gruba czapka, ogromny szal, ciepła kurtka i obowiązkowe rękawiczki wcale nie pomagały. W pewnym momencie zaczęła krążyć w kółko, licząc, że chociaż to ją rozgrzeje.
               Jej siostra tę próbę zinterpretowała całkiem opacznie. Hanka od razu podbiegła do siostry i pociągnęła ją za rękę.
               - "Ulepimy dziś bałwana..." - śpiewała głośno, prowadząc swoją siostrę. Była ogromną fanką "Krainy lodu"... W końcu jak mogłaby nie lubić czegokolwiek, związanego ze śniegiem. A ta piosenka należała do jej ulubionych.
               - Hanka... - jęknęła zrezygnowana Eliza. - Już ci mówiłam, że będę tu z tobą, ale nie zamierzam się bawić.
               - No proszę! - Patrzyła na starszą siostrę proszącym wzrokiem. W takich chwilach przypominała pieska błagającego o jedzenie... I zarówno jednemu, jak i drugiemu nigdy nie można się oprzeć...
               Takim sposobem Eliza skończyła stojąc obok grupki dzieci zastanawiających się, jak dużego bałwana chcieliby ulepić i czym zamierzają go ozdobić. Przecież miał on zostać najwspanialszą rzeźbą w tej okolicy! Jaki dać mu szal? A jaką czapkę? I najważniejsze! Oczy, usta i nos! A potem jeszcze rączki... Było tyle rzeczy do zrobienia, zanim wszyscy zabiorą się za robienie kuli śnieżnych.
               Eliza przysłuchiwała się tym dyskusjom z uśmiechem. Musiała przyznać, że było to bardzo rozluźniające. W pewnym momencie sama przyłączyła się do rozmowy. Miała nawet wrażenie, że zainteresowaniem dorównuje dzieciom.
               Dzieci ekspresowo zgromadziły wszystko, czego potrzebowały. Kto przyniósł z domu nawet stary szalik, którym mieli okryć bałwanka. Eliza musiała przyznać, że zaangażowanie maluchów naprawdę ją bawiło. Przypominało jej także, jak to ona kiedyś potrafiła skupiać całą swoją uwagę na tej niezwykle ważnej czynności...
               W tamtej chwili zapomniała nawet o tym okropnym zimnie.

               Kiedy weszła z Hanką do domu, już widziała siebie pod kocem, na kanapie w salonie. Cóż, niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają... Nawet jeśli mogła powiedzieć, że dobrze się bawiła, nie przegapiła okazji, żeby okryć się czymś ciepłym i przygotować gorącą herbatkę.
               Jej siostra przebrała się w suche ubrania, więc Eliza zabrała ją pod swój koc i także dała coś ciepłego do picia. Powinna się rozgrzać po tak długiej zabawie na dworze, najlepiej jeszcze zanim mama po nią przyjdzie i znów wyjdzie na to zimno. Zresztą, otulenie się kocami zawsze jest najlepszą rzeczą na świecie.
               Chociaż czasem warto zrobić coś innego. Przecież nie zawsze to, co zazwyczaj wydaje się okropne, zawsze musi takie być...

Heroine