poniedziałek, 27 marca 2017

WYZWANIE #2: Gwiazdy lśniące na niebie

Czas na kolejne opowiadanie, tym razem z moim tematem - "Podróżnik w czasie". Przyznam szczerze, że miałam na nie trochę inny pomysł, ale ostatecznie zmieniłam go trochę. Poza tym nie wiem, czy dobrze oddałam to, co siedziało mi w głowie, więc możliwe, że opowiadanie wydaje się takie niezwiązane z tematem. A może jest lepiej niż myślę? Pozostawię to już opinii innych. 😊

 ***
Gwiazdy lśniące na niebie


               Trzaska z wściekłością drzwiami, przekręca klucz w zamku i, uprzednio kopiąc leżącą na ziemi torbę, siada przy biurku. Gotuje się ze złości, nawet głębokie oddechy, ponoć tak skuteczne, nie pomagają mu ochłonąć. Nieudane próby uspokojenia swoich emocji wręcz pogarszają jego stan i irytują jeszcze bardziej. Teraz w szczególności nie chce doświadczać więcej druzgocących porażek, nawet jeśli chodzi o tak prostą i w rzeczywistości mało znaczącą kwestię.
               Wiktor nie może już zliczyć, ile razy próbował. Od dziecka marzy o zostaniu aktorem i graniu przed tłumami ludzi na teatralnej scenie. Początkowo mógł ćwiczyć jedynie w szkolnym teatrze, który pozostawiał wiele do życzenia, nadszedł jednak czas, aby spróbować wejść na prawdziwą scenę i naprawdę spełnić swoje marzenie. Usłyszeć, że naprawdę jest dobry, ćwiczyć razem z całą grupą, aby w dniu premiery zebrać gromkie brawa i uszczęśliwić wszystkich ludzi, którzy postanowili przyjść i obejrzeć występ... To jest jego największym pragnieniem, któremu poświęcił całe życie.
               Jednak ostatecznie ma wrażenie, że to wszytko na nic. Czuje, jakby jego marzenie zostało mu właśnie odebrane, jakby już nie miał powodu, aby iść przed siebie.
               "Naprawdę myślisz, że to takie proste?"
               W głowie cały czas słyszy słowa, które wypowiedziała jego koleżanka ze studiów. Zawsze uważał ją za sympatyczną, jednak w tym momencie zastanawia się, czy nie było o tylko złudzenie. Nawet nie chodzi o to, że być może powiedziała mu prawdę. Rzecz w tym, w jaki sposób to zrobiła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że po raz kolejny mu się nie udało. Próbuje już od dwóch lat, od czasu skończenia liceum, nadal bezskutecznie. A dziś było najgorzej. Nie dość, że rano usłyszał tak ostre i nieprzyjemne słowa, to na dodatek całkowicie zniszczył kolejną szansę, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa.
               - Chyba naprawdę się do tego nie nadaję.
               Kładzie głowę na blacie i pozwala spływać wstrzymywanym łzom. Sam nie wie, czy nadal jest wściekły na siebie, zawiedziony czy po prosty bardzo smutny. Przede wszystkim na razie chce o wszystkim zapomnieć i nawet nie myśleć o druzgocącej porażce.
               Może po prostu powinien całkowicie sobie odpuścić? Zająć się czymś innym? Znaleźć wreszcie inne marzenie, tym razem możliwe do spełnienia?
***
               Setki par oczu zwróconych jest na wysokiego blondyna, odgrywającego swoją rolę, jakby było to jego własne życie. Nie fikcyjny bohater. Nie postać, w którą się wciela. On, prawdziwy on. Czarujący i porywający, przyciągający wzrok każdego. To umiejętności, których nie da się podrobić. To talent, którego nie da się naśladować.
               Ostatni akt, ostatnia scena, ostatnie słowa. Opada kurtyna, a on kończy grę. Bierze głęboki wdech i z uśmiechem patrzy na całą ekipę. Jego twarz jaśnieje, a w oczach pojawiają się iskierki prawdziwej radości, gdy słyszy gromkie oklaski.
               - Dziękuję. - Zawsze robi to po wszystkich występach. Spogląda na wszystkich z tym szczerym wyrazem twarzy, ukazując swoje autentyczne szczęście i dziękuje. W tych słowach za każdym razem kryje się tyle najróżniejszych uczuć, których nikt nie potrafi odczytać. Mimo, że każdy tutaj jest ze sobą blisko, nadal nie wiedzą, co dzieje się w głowie Wiktora, gdy stoi na scenie. Lśni niczym gwiazda na nocnym niebie, tylko tyle potrafią powiedzieć bez najmniejszego wahania.
               Rozpiera go radość, prawdziwe szczęście. Czuje też dumę, lekkie zmęczenie i oszołomienie. To najwspanialsze uczucia, które dane jest mu doświadczyć. Gdyby tylko mógł, nigdy nie schodziłby z tego miejsca i odgrywałby rolę za rolą, uszczęśliwiając nieznajomych ludzi, a także samego siebie.
               To jego miejsce na świecie.
***
               Poranki nigdy nie były jego ulubioną porą dnia, jednak po każdej porażce stają się jeszcze gorsze. Musi wstać z łóżka, które wydaje się być najlepszym schronieniem, zmierzyć się z brutalną rzeczywistością i przypomnieć sobie wszystko, co wydarzyło się poprzedniego dnia.
               - Chłopie, weź się w garść! - mówi pewnie, dopijając kawę wielkim haustem i żwawo wychodzi z mieszkania. Pewność siebie jednak ulatuje tak szybko i nagle, jak przyszła. Jak w ogóle spojrzy w swoją twarz w lustrze? Odnosi porażkę za porażką, wszystko, co robi jest bezskuteczne. Nigdy nie dosięgnie swojego ideału, nigdy nie osiągnie tego, czego tak bardzo pragnie.
               Ponadto wydarzenia poprzedniego dnia odbiły się na jego śnie. Wydawało mu się, że w nocy widzi siebie na scenie, tak szczęśliwego, jak nigdy przedtem. Gdyby tylko mógł stać się taki naprawdę. Szczery, pewny siebie i nieustannie prący naprzód. To coś, czego pragnie. Tymczasem jest tylko Wiktorem. Tym Wiktorem, który od dziecka był zbyt strachliwy, aby zrobić coś dla siebie. Tym Wiktorem, który mimo zrobienia kroku naprzód, nie potrafi już pójść dalej. Tym Wiktorem, który tylko nieustannie goni marzenie i nie próbuje go naprawdę złapać.
               "Odpuść."
               Coraz częściej nie może odpędzić od siebie tych myśli. Może to tylko głupie dziecięce marzenie, o którym nie powinien w ogóle myśleć? Ale odpuścić tak po prostu, po tym, jak tyle lat poświęcił właśnie tej jednej rzeczy, bez zwracania najmniejszej uwagi na to, co mówią inni... Nie, nie może tego zrobić. Choćby bolało, choćby miało mu się to nigdy nie udać.

               Kolejna próba. Który to już raz? Szczerze, naprawdę nie może tego zliczyć. Nigdy jeszcze mu się nie udało, możliwe, że tym razem także odniesie bolesną porażkę. Jednak nawet jeśli tak się stanie, nie podda się. Teraz już nie będzie się chował.
               Tym razem nie będzie się bał.
***
               - Wiktor, tutaj jesteś!
               Blondyn odwraca się na dźwięk zdyszanego głosu swojego przyjaciela.
               - Po występie zawsze tak ciężko cię znaleźć. - Nietrudno usłyszeć ciężki oddech Roberta. Najwyraźniej wejście na dach całkowicie go wykończyło.
               - Tobie zawsze się udaje.
               Robert dołącza do przyjaciela i opiera się o barierkę. Podąża za jego wzrokiem skierowanym na czyste niebo. Idealnie widać każdą gwiazdę, tak pięknie lśniącą na granatowym niebie.
               - O czym myślisz?
               - Chciałbym powiedzieć sobie z przeszłości, że kiedyś będzie lśnił tak samo, jak te gwiazdy na niebie. - Wzdycha z zadumą. Zawsze przychodzi w takie miejsca, z których może obserwować niebo. Myśli wtedy właśnie o tym. Czasem nade wszystko chciałby móc cofnąć się do przeszłości i przemówić sobie do rozsądku. Pokazać jeden z występów, podzielić się swoją radością i wskazać na jaśniejące nad ich głowami gwiazdy. Rozwiać wszystkie wątpliwości przeszłego siebie, pozwolić mu uwierzyć, że jego marzenie nie jest tylko marzeniem dziecka, a czymś, do czego warto dążyć.
               - Każdy kiedyś będzie lśnić, Wiktorze - szepcze do siebie, całkowicie ignorując zaskoczone spojrzenie przyjaciela.
***
               Znów się nie udało. Wiktor czuje frustrację, jednak tym razem stara się zachować spokój. Jeszcze raz! Będzie próbował aż do skutku, nawet jeśli będzie to trudniejsze niż kiedykolwiek sądził.
               Stara się przypomnieć sobie to, co czuł w swoim śnie. Tę radość, prawdziwe, najprawdziwsze w świecie szczęście. Bez strachu, przepełniony dumą, gotowy, by iść dalej - taki właśnie wtedy był i taki właśnie zamierza się stać.
               Brnie przez miasto oświetlone jedynie słabymi lampami. Z reguły nie wraca pieszo do domu, teraz jednak potrzebuje nieco świeżego powietrza. W autobusie, wśród tylu ludzi zapewne znów by się załamał. Już więcej nie może sobie na to pozwolić. Jeśli zrobi to chociażby jeszcze jeden raz, na pewno porzuci swoje marzenie, a tego najbardziej na świecie nie chce.
               "Każdy kiedyś będzie lśnić, Wiktorze."
               Spogląda w górę i patrzy na gwiazdy na ciemnym niebie. Jest nieco zachmurzone, więc nie widzi ich zbyt dokładnie, jednak kiedyś chmury się rozejdą, a ich blask stanie się dostrzegalny.
               - Tak, będę kiedyś lśnić.

               Bijące serce, krew płynąca w żyłach, gwałtowne i silne emocje. Wszystko to jest tak piękne, ale też tak nierealne. I prawdziwe. Wreszcie nie jest to tylko bardzo rzeczywistym snem, a faktem, najprawdziwszym wydarzeniem.
               Kurtyna idzie w górę, a marzenie zostaje spełnione.

Heroine

niedziela, 12 marca 2017

WYZWANIE #1: Różnokolorowe kwiaty

Pierwsze opowiadanie za mną. Pierwszy temat wybrała Navi - "Życie - patchwork". Nie wiem, czy oddałam ideę tematu, pisałam po prostu to, co przyszło mi do głowy. Nie byłam pewne, czy jako tytuł pozostawić temat, czy jednak nadać jakiś inny, ale w tym wypadku postanowiłam go zmienić.
Cóż, nie rozwodzę się już i życzę miłego czytania!

***
Różnokolorowe kwiaty


               Siedziała na parapecie na oknie i wpatrywała się w ludzi przemykających po chodnikach, w samochody jadące po mało ruchliwych ulicach i wybiegające im przed samą maskę koty, w lecące ptaki, bawiące się psy... Wpatrywała się we wszystko, co potrafiła dostrzec. Nawet w leniwie bujające się gałęzie, w poruszane przez wiatr źdźbła trawy i piękne kwiaty rosnące wzdłuż drogi. Ta okolica była naprawdę przepiękna.
               Wzdrygnęła się, gdy usłyszała cichy szelest otwieranych drzwi. Rzadko ktoś przychodzi do jej pokoju bez pukania. Odwróciła głowę od okna i spojrzała na przybysza. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła swoją dobrą koleżankę z klasy, Paulinę. No tak, pomyślała, przecież tylko ona nie zawraca sobie głowy pukaniem czy nawet choć krótkim powitaniem.
               - Kalina, wstawaj! Idziemy. - Chwyciła ją za ramię i siłą zrzuciła z parapetu. Nawet nie dała jej czasu na poruszenie się, a tym bardziej na jakąkolwiek odpowiedź. Pociągnęła koleżankę i wyszły razem przed dom. Dopiero gdy szły już wzdłuż chodnika miała okazję na zadanie pytania.
               - Dokąd chcesz iść?
               - Sama nie wiem... Gdziekolwiek, byle z tobą! - Uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie. Kalina bez słowa poszła za nią. Była przyzwyczajona do takiego zachowania koleżanki. Z reguły szła gdzieś na oślep, tam, gdzie ją nogi poniosą. Ostatnio coraz częściej zabierała ze sobą Kalinę i razem spacerowały po okolicy bez żadnego konkretnego celu, podziwiając to, co akurat zobaczą, czy rozmawiając o mało ważnych sprawach.
               - Hej, spójrz tutaj! - wykrzyknęła Paulina, pokazując koleżance lecące ptaki. - Są takie piękne!
               Kalina uśmiechnęła się w odpowiedzi. Rzeczywiście, ptaki były wspaniałe. Leciały w takiej harmonii, poruszały serce swoim pięknem. Zwierzęta naprawdę potrafiły przyciągać wzrok i pochłaniać całą uwagę.
               Jednak wiosną można dostrzec to, co Kalina lubiła najbardziej. Kwiaty... Kwiaty są naprawdę fantastyczne. Najróżniejsze kolory, kształty, zapachy. Spoglądanie na nie naprawdę poprawiało jej humor, tak samo jak siedzenie na parapecie w swoim pokoju i obserwowanie życia, które z tamtego miejsca wydaje się być takie odległe, ale zarazem tak bliskie jej samej. Ludzie, których widzi, wiodą całkiem inne życie, ale w rzeczywistości wiele ich łączy. Każdy zawsze mówi, że ludzi wiele dzieli, każdy jest inny i tak dalej. Ona natomiast uważała, że to, co ich łączy, to fakt, że tak wiele ich różni. Brzmi dziwnie, prawda? Ale zarówno wielkie jak i małe różnice to pewien rodzaj podobieństwa. Sam fakt, że istnieją one między każdym jest podobieństwem. Jakże wszystko byłoby nudne, gdyby każdy na świecie był taki sam... Tak samo smutno byłoby, gdyby każdy kwiat był tej samej barwy, a każdy ptak śpiewałby tak samo. Jakże mało przytulnie byłoby w jej pokoju, gdyby wszystkie meble były białe, bez ani odrobiny kolorów...
               - O czym myślisz? - zapytała Paulina, pochylając się nad przykucniętą nad kwiatami koleżanką. - Totalnie odpłynęłaś.
               - Chciałabyś, żeby wszystkie kwiaty były niebieskie?
               Paulina spojrzała na nią zdziwiona i nieco zbita z tropu.
               - Dlaczego niebieskie?
               - Bo to twój ulubiony kolor. Nie chciałabyś, żeby wszystko na świecie było właśnie w twoim ulubionym kolorze?
               - Skąd wtedy miałabym wiedzieć, że to on jest moim ulubionym? - Wybuchnęła śmiechem, rozbawiona słowami Kaliny. Czasami naprawdę jej nie rozumiała, ale właśnie za to ją lubiła i dlatego uwielbiała wychodzić z nią na spacery. Bawiło ją to, jak tak ni stąd ni zowąd potrafi wyskoczyć z takimi pytaniami.
               - No właśnie. - Kalina wyciągnęła rękę i delikatnie musnęła ręką płatek tulipana. - A gdyby wszyscy ludzie byli tacy sami? Nie uważasz, że byłoby nudno?
               - Do czego zmierzasz?
               - Chodzi mi o to, że... Tak sobie myślałam, że to właśnie jest w naszym życiu piękne. Kwiaty mają różne kolory, każdy ptak śpiewa inaczej, każdy kot wygląda inaczej, nawet nie znajdziesz dwóch takich samych drzew. Tak samo z ludźmi. Jesteśmy tak różni, ale też tak do siebie podobni. Nie zawsze do siebie pasujemy, często są między nami jakieś zgrzyty, ale bez siebie nie umiemy funkcjonować.
               Paulina pomyślała wtedy o swojej ulubionej poduszce. Zrobiła ją dla niej babcia. Była bardzo kolorowa, łączyła różne wzory i materiały, które teoretycznie nie powinny się ze sobą łączyć, ale tworzyły jedną i nierozerwalną całość. Wyglądało to wspaniale. Nim zdążyła pomyśleć o tym co mówi, słowa same wychodziły jej z ust:
               - To tak, jak z moją poduszką! Wiesz, mama zawsze każe mi pozbyć się jej z zasięgu jej wzroku, bo twierdzi, że jest zbyt "pstrokata". Ale to właśnie dzięki temu nadaje życia mojemu pokojowi! Gdyby była cała w jednym kolorze, nawet w niebieskim, straciłaby ten urok. Nawet gdyby to były różne odcienie niebieskiego, nadal byłaby tylko "niebieska", już nie "pstrokata"!
               - Dokładnie.
               Milczały przez długi czas, nadal wpatrując się w kwiaty i słuchając śpiewu ukrytych wśród drzew ptaków. Uśmiechały się na samą myśl o tym, że wszystko co je otacza jest takie różne, a jednocześnie perfekcyjnie ze sobą współgra. Ale tak by nie było, gdyby nic ich nie dzieliło. Wtedy cały świat stałby się tak jednolity, tak mdły, że nawet to, co identyczne nie mogłoby do siebie pasować.
               - Świat nie może być identyczny - szepnęła cicho Paulina. - Ale ja robię się powoli głodna! - wykrzykując, poderwała się z ziemi. - Chodźmy coś zjeść. Może zobaczymy, jak różne mamy upodobania smakowe?
               Kalina zaśmiała się cicho i pozwoliła, aby Paulina znów szarpnęła ją za ramię i pociągnęła w kierunku domu. Nie rozmawiały już o niczym bardzo istotnym. Co muszą zrobić do szkoły, kiedy wyskoczą do kina... Tradycyjne, bezpieczne rzeczy, o których rozmawia chyba każdy, aby choć w pewnym stopniu zatuszować istniejące między ludźmi różnice, dając żywy dowód na to, że jednak coś nas łączy.

Heroine

Wyzwanie - opowiadanie

Można pisać opowiadania dla siebie, a można pisać dla kogoś. A ja chcę je pisać z kimś. Stąd właśnie wziął się ten blog. Razem z koleżanką postanowiłyśmy rzucać sobie wyzwania w formie tematu opowiadania. Więc, nie przedłużając, biorę się za napisanie pierwszego i zapraszam tych, którzy prawdopodobnie wpadli tutaj przypadkiem, do czytania. Może akurat traficie na coś ciekawego? 😊

Heroine